— Proszę pana, zabierzcie moją siostrzyczkę… ona od dawna nic nie jadła — ten głos rozdarł poranny gwar ulicy, zmuszając Marka Lewickiego do gwałtownego odwrócenia głowy. Zatrzymał się, jakby uderzył w niewidzialną ścianę.

— Wiktoria, przecież rozumiesz… To tylko na jeden dzień. Zawieźć meble na działkę i tyle. No przecież nie będzie ich targał pieszo! — Raisa rozciągnęła usta w czymś, co miało przypominać uśmiech.

— Ai înnebunit, Mihai? — Ioana nici măcar nu a intrat în apartament, a rămas în prag cu o plasă de la Lidl și s-a uitat la soțul ei cu neîncredere. — Ai luat credit? Pentru o mașină?! Pentru mama ta?!